Zebrał kilka tysięcy starych książek dla dzieci

Rycerze, gryzonie, samochody i dziesiątki tysięcy innych postaci. A wszystkie z czasów PRL-u. W kolejnym odcinku cyklu Pasjonaci prezentujemy kolekcję Jacka Friedricha, który od kilkunastu lat zbiera stare książki dla dzieci.

Kiedy Ferdynand Wspaniały jechał windą, kilkuletni Jacek jeszcze nie wiedział, że będzie to pamiętać przez kolejnych kilkadziesiąt lat swojego życia.

- Winda przebiła się przez dach i poleciała ku niebu. Od tego czasu, kiedy wsiadałem do windy, w głowie pojawiało się pytanie: czy to się zdarzy czy nie? - opowiada Jacek Friedrich.

Jak przyznaje, po latach okazało się, że wiele osób z jego pokolenia też bardzo to przeżywało.

- Jest to kapitalny przykład, jak książka potrafi oddziaływać na wyobraźnię dziecka - zauważa Friedrich, dla którego książki stały się życiową pasją.

Zresztą pies, który marzył, aby zostać człowiekiem, mieszka dziś w gabinecie pasjonata. Razem z niezliczoną liczbą zwierząt, krasnoludków, rycerzy i księżniczek zajmują kartki ponad trzech tysięcy książek. Jedyna wolna od regałów ściana, to ta, gdzie są okna.


- Czasami znajomi przynoszą, ale głównie znajduję kolejne tytuły na aukcjach internetowych. Kolekcjonuję je dla przyjemności, aby móc książkę otworzyć, spojrzeć na to, co w środku.

Bo Friedrich, z zawodu historyk sztuki, a obecnie dyrektor Muzeum Miasta Gdyni, pasjonuje się szczególnie ilustracjami.

- To jest wspaniały dział polskiego wzornictwa, polskiego projektowania, designu na swój sposób - zachwyca się.

Najbardziej ceni książki z lat 60. i pierwszej połowy 70. ubiegłego wieku. Dla niego to czas świetności polskich ilustratorów.

- Jeżeli są jakieś dziedziny, w których Polska po wojnie była w absolutnej czołówce światowej, to na pewno ilustracja książkowa do tych dziedzin należy.

Kiedy w przedszkolu czytał książki, jeszcze nie zdawał sobie z tego sprawy. Jednak już wtedy pochłaniał kolejne tytuły. Poza radością z ilustracji i opowieści, cieszył się jeszcze z jednego: był zwolniony z leżakowania.

Skarb, komisje i ogromne nakłady
- Czytać zacząłem, kiedy miałem trzy i pół roku. Umiejętność ta niezwykle przydała się w przedszkolu, ponieważ nie musieliśmy jak inne dzieci leżakować. Razem z kolegą Rafałem czytaliśmy sobie książki, a przedszkolanki miały z nami święty spokój.

Jako chłopiec śmiał się z dowcipnych rysunków Mirosława Pokory. Oglądał także ilustracje Haliny Gutsche z dużymi płaszczyznami kolorów. Najbardziej jednak - jak przyznaje - przepadał za baśniami braci Grimm, które ilustrowali Wiesław Majchrzak i Bożena Truchanowska

- Do dziś mam egzemplarz pogryzmolony przeze mnie lub przez moją siostrę bliźniaczkę. Nie wiem, które z nas odpowiada za te gryzmoły, ale z dużym sentymentem zawsze na ten tytuł patrzę.

Choć nie jest to jego ulubiony styl, z wielkim szacunkiem podchodzi do książek zilustrowanych przez Jana Marcina Szancera. Mówi o nim: patriarcha polskiego ilustratorstwa.

- Można by właściwie nawet powiedzieć, że gdyby nie Szancer, to polska ilustracja pewnie nie zaistniałaby jako fenomen. Po pierwsze prowadził pracownię ilustratorstwa w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, przez którą przeszło wielu naszych najwybitniejszych ilustratorów. A po drugie był szefem komisji artystycznych, które decydowały, czy jakaś książka pójdzie do druku czy też nie. W związku z tym nie było ryzyka, że przejdzie coś kiczowatego.

Jak wylicza Friedrich, w czasach PRL-u książki dla dzieci wydawane były w nakładach rzędu 150, a nawet i 300 tysięcy egzemplarzy. To w dużej mierze efekt braku wolnego rynku. W Polsce Ludowej, wydawcy nie mieli na co dzień dylematów: wydrukować coś artystycznego, czy może coś komercyjnego, co kupią tłumy. Po prostu wydawano, a ludzie kupowali.

- W PRL-u wolnego rynku nie było i akurat książka dziecięca chyba bardzo dobrze na tym wyszła. Moje pokolenie pod względem książek otrzymało prawdziwy skarb w dzieciństwie - ocenia pasjonat.
Nie zapomina jednak o ciemnej stronie wydawania książek w PRL-u. Były to cenzura i propaganda.

Stalin ze skrzydłami, a Krzyżak z szubienicą

- W okresie stalinowskim wszystko było podporządkowane propagandzie, nawet książki dla dzieci. Mam w swoich zbiorach na przykład taką, która opowiada o przygodach baśniowego orła. Był nim Józef Stalin - opowiada kolekcjoner.

Jak szacuje, po 1956 roku, jawna propaganda w książkach dla dzieci, czyli na przykład wątki związane z 1 maja, 22 lipca, czy Rewolucją Październikową zdarzały się bardzo rzadko.

Bywało jednak, że książkowe postacie służyły wielkiej polityce. I tak na przykład Krzyżak z ilustracji w książce "Złoty Strąd" za tło ma szubienice.

- W związku z rocznicą bitwy pod Grunwaldem, ale też w wyniku polsko-niemieckich napięć po II wojnie światowej - zwłaszcza w czasach gomułkowskich - w polityce zauważalny był antyniemiecki ton. Krzyżacy byli więc pokazywani jako ucieleśnienie złych niemieckich cech - tłumaczy Friedrich, który pracuje nad książką o Krzyżakach w kulturze wizualnej dla dzieci za czasów Polski Ludowej.

- Sporo propagandy było z kolei w czasopismach. W "Misiu" jeszcze nie, bo to dla najmłodszych, ale trochę już w "Świerszczyku" - majowe święto, dzieci chodzą wtedy z balonikami... W "Płomyczku", a zwłaszcza w "Płomyku" to już całkiem sporo - ocenia Friedrich.

O cenzurze mówi natomiast: wszechobecna. Każdy bohater książki trafiał pod lupy cenzorów.

Ponad trzy tysiące książek i porządki

Jak opowiada pasjonat, w latach 60. i w pierwszej połowie 70., polskie książki święciły sukcesy na międzynarodowych targach i przeglądach książki ilustrowanej.

- A potem było długie ćwierćwiecze straszliwej posuchy. Lata 80. i 90 to był dramat zupełny. Jednak od około dekady jest coraz lepiej. Polskie książki odnoszą sukcesy. Stoi za tym pokolenie niesamowicie zaangażowanych ilustratorów i wydawców, osób, które wręcz fanatycznie kochają książki dla dzieci.

Mimo to Friedrich zbiera stare tytuły, bo takie jest założenie jego kolekcji. Część zgromadzonych książek pochodzi jeszcze z czasów jego dzieciństwa. Ogromną większość zebrał jednak w ostatnich kilkunastu latach.

Obecnie ponad trzy tysiące egzemplarzy czeka aż pasjonat rozpocznie na dobre porządki. Bo docelowo każdy znany ilustrator ma mieć własną półkę, a niektórzy nawet i kilka. Swoje miejsce mają już Józef Wilkoń, Janusz Stanny, Andrzej Strumiłło, Wiesław Majchrzak oraz Bożena Truchanowska. Ich dzieła Friedrich darzy szczególnym szacunkiem.

- Siłą książek - tekstu i ilustracji - jest to, że stają się częścią nas, naszej wyobraźni, naszego rozumienia świata. Dziecko przeżywa to dziesięć, jak nie sto razy intensywniej od dorosłych. Dlatego proszę nie przegapić takiej szansy, bo kontakt z dobrą książką to skarb. To kapitał, który daje się dziecku na całe życie - poleca pasjonat.

Źródło: http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Zebral-kilka-tysiecy-starych-ksiazek-dla-dzieci-n103380.html

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.