Buduje z drewna modele okrętów

Ma pięć pokładów, osiemnaście żagli i 104 działa, a jego budowa zajęła Przemysławowi Kołodziejskiemu dziewięć lat. Drewniany model okrętu żaglowego HMS Victory był pierwszym, jaki wyszedł spod rąk emerytowanego strażaka. Teraz gdańszczanin pracuje nad modelem galeonu Wodnik, który wsławił się w Bitwie pod Oliwą. Budowa ma potrwać "zaledwie" trzy lata.

Miedziana blaszka ma wymiary 4 mm x 25 mm. Na jej powierzchni widać rzędy imitacji gwoździ. Blaszek jest półtora tysiąca. Szczelnie pokrywają kadłub drewnianego okrętu. - To była strasznie żmudna praca - przyznaje Przemysław Kołodziejski, wspominając kolejne etapy budowy modelu HMS Victory. Mieszkaniec Gdańska poświęcił mu trzy tysiące godzin swojego życia. Nie żałuje.

- Miałbym ten czas spędzić siedząc na kanapie przed telewizorem? Na pewno nie, bo to samobójstwo - mówi bez ogródek. Choć jeszcze kilkanaście lat temu nie przypuszczał, że na emeryturze budować będzie drewniane modele.

- Kiedy byłem uczniem technikum, zaglądałem czasami do Dworu Artusa . Piękne wisiały tam modele - wspomina z zachwytem pan Przemysław, który swoją przyszłość postanowił jednak związać z pożarnictwem. Na emeryturę odchodził jako komendant Zakładowej Straży Pożarnej Rafinerii Gdańskiej.

Wcześniej chciał sobie jednak kupić drewniany model okrętu. - Żona powiedziała: co ty będziesz kupował?! Sam zrobisz lepszy. I tak się zaczęło - opowiada mieszkaniec Gdańska.

Kilometr lin i admirał Nelson
Pracownię urządził w swojej piwnicy. Przez lata kupował kolejne nożyki, lupy, obcążki i elektronarzędzia. Jest mała tokarka, piła do drewna i specjalistyczna wiertarka. Nad modelarskimi stołami wiszą lampy, a na ścianach dokumentacja budowanego modelu. - Nie wiem, czy jest full wypas, ale dużo tutaj nie brakuje - ocenia swoją pracownię, w której tworzył dzieło swojego życia - model HMS Victory.

Do budowy modelu użył dębiny. Podobnie jak robotnicy, którzy w połowie XVIII wieku w stoczni Chatham Dockyard budowali okręt. Miał 69 metrów długości, 3500 ton wyporności, a powierzchnia jego ożaglowania wynosiła ponad 5000 metrów kwadratowych.

Model autorstwa gdańszczanina to odwzorowanie w skali 1:100. Bardzo skomplikowane w budowie. - Całość olinowania modelu ma około kilometra! Zakładanie tego zajęło mi około roku - wylicza emerytowany strażak. W oczach gdańskiego modelarza widać jednak radość i zadowolenie. Bo model słynnego okrętu żaglowego Royal Navy dumnie prezentuje się w szklanej gablocie.

- HMS Victory to był okręt flagowy admirała Horatio Nelsona, który zwyciężył w bitwie pod Trafalgarem - opowiada z zachwytem gdański modelarz. Dla słynnego brytyjskiego dowódcy była to jednak ostatnia bitwa w życiu. Postrzelony przez francuskiego strzelca, zmarł pod pokładem okrętu. HMS Victory przetrwał bitwę z francusko-hiszpańską flotą i jeszcze przez wiele lat pływał po morzach i oceanach. Dziś okręt stoi w porcie Portsmouth i pełni rolę muzeum. Przemysław Kołodziejski może oglądać go w swoim domu, tyle że w miniaturze. Jeden okręt to jednak dla modelarza za mało...

Domowe koty i galion z włosów żony
Galeon Wodnik odznaczył się podczas bitwy ze Szwedami pod Oliwą w 1627 r. Obraz pędzla S. Płużańskiego. zdj. ze zbiorów pl.wikipedia.org
Kolejny okręt podarował synowi. Budowa zajęła modelarzowi "tylko" trzy lata. Bo model Wodnika, gdańskiego galeonu z XVII wieku był prostszy. Pracownia lepiej wyposażona, a modelarz wprawiony po budowie HMS Victory. Emerytowany strażak nie popadł jednak w samozachwyt. Przed nim jeszcze nauka odlewania miniaturowych dział i nauka obszywania żagli. Bo choć sam tworzy drewniane wózki pod działa, to te ostatnie zamawia. Z kolei przy obszywaniu żagli korzysta z pomocy krawcowej.

- Gdybym jeszcze potrafił lepiej rzeźbić, bo ornamenty na niektórych okrętach bywają bardzo skomplikowane - wzdycha gdański modelarz. Dlatego kiedy budował Wodnika, kosmyk włosów do galionu dostał od... żony. Przemysław Kołodziejski dalej jednak doskonali swoje umiejętności. Obecnie buduje z drewna jesionu drugi model Wodnika. W pracowni potrafi przesiadywać godzinami. - Ta praca daje dużą satysfakcję - przyznaje gdańszczanin.

Czasami do warsztatu w piwnicy zagląda żona, czasami synowie, a czasami ciekawskie domowe koty. Modelarz tworzy w ciszy i w skupieniu. Wprawdzie nie ukończył jeszcze budowy kolejnego okrętu, ale już marzy o kolejnym. - Francuski lub rosyjski. I koniecznie duży: kadłub co najmniej 1,8 metra. Szaleństwo, ale może się uda - puentuje pasjonat

Jakub Gilewicz
Źródło: http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Buduje-z-drewna-modele-okretow-n65792.html#tri

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.