ASG: Lepiej wyszkoleni niż niejeden żołnierz

Reklama

Chyba każdy z nas na swojej drodze przynajmniej raz spotkał kogoś takiego - “stary, od 4 lat siedzę w ASG. Jestem lepiej wyszkolony niż niejeden żołnierz”. Takie ociekające niezachwianą pewnością siebie twierdzenia wygłaszane przez rozmaite osobistości różnych formatów stały się zresztą kanwą popularnego mema, który w tej czy innej postaci odbywa już kolejne okrążenie po sieci.

Wielu młodszych stażem Kolegów zapewne zastanawia się teraz, co jest w tym zabawnego. Przecież “typowy” gracz ASG posiada bogatą wiedzę na temat sprzętu i taktyki, nawet nie tyle społeczeństwa, co samych żołnierzy, których wciąż można zauważyć w tragicznym przydziałowym szpeju lub tanich, chińskich kopiach różnych kamizelek.

Ów “przeciętny airsoftowiec” częściej pojawia się również na “poligonie”, gdzie w trudzie i znoju szlifuje współpracę z kolegami ze swojej drużyny. Co jest zatem zabawnego w stwierdzeniu, że “jestem lepiej wyszkolony niż niejeden żołnierz”?

Jak to wygląda w praktyce

Postaram się pokrótce rozwiać Wasze wątpliwości, Szanowni Koledzy (i nie mniej Szanowne Koleżanki). Z pomocą przychodzi popularna ostatnio krzywa Krugera-Dunninga. W skrócie - przedstawia ona zależność pomiędzy znajomością tematu, a przekonaniem o swoich wybitnych kompetencjach w zadanym temacie.

Na naszą “branżę” przekłada się to w następujący sposób - gracz ASG głoszący kwestie o swoim potencjalnie lepszym wyszkoleniu w stosunku części członków SZ RP nie do końca zdaje sobie sprawę z głębi tego zagadnienia.

Jak najbardziej - po kilkuletnich, regularnych wizytach na weekendowych spotkaniach, okazjonalnych wyjazdach na zloty i sumiennie “odhaczanych” treningach swojej ekipy może poszczycić się pewnym “obyciem taktycznym”, przyzwoitą współpracą na poziomie drużyny i jako-taką kondycją oraz przynajmniej podstawową wiedzą co do tego, jak skonfigurować sprzęt. Przyjmijmy, że to pewna dominanta.

Chciałbym po prostu, żebyście wyobrazili sobie pewną sylwetkę. Powiedzmy też, że mamy do czynienia z zapaleńcem, który pojawił się również na jakichś mil-simach, czytuje fora i portale branżowe oraz ma na koncie parę nocnych bytowań w lesie.

I teraz pytanie - na ile można porównać wyszkolenie takiego Typowego Reprezentanta Środowiska ASG z wyszkoleniem wojskowego kierowcy (KTO/ciężarówki/BWP…), radiooperatora, działonowego czołgu, sapera, obsługi moździerza, czy nawet celowniczego KM? A logistyka, sanitariusza, czy analityka?

Pewnie teraz myślicie, że się wyzłośliwiam. No cóż, nie powiem, żebyście tkwili w błędzie, ale chodzi o uzmysłowienie Wam pewnego faktu - nawet zwykły pluton piechoty zmechanizowanej to o wiele bardziej skomplikowany twór niż jakakolwiek - nawet najlepsza - ekipa ASG była, jest i będzie.

Z ręką na sercu

Koledzy twierdzący, że są “lepiej wyszkoleni niż niejeden żołnierz” - powiedzcie proszę uczciwie, czy na serio uważacie, że z marszu bylibyście dołączyć do wojsk desantowo-szturmowych, rozpoznawczych, czy nawet zmechanizowanych i poradzilibyście sobie lepiej niż służący w nich żołnierze? Że nie wspomnę o wojskach specjalnych, do których tak wielu z nas aspiruje swoim zachowaniem czy stylizacją. Obawiam się, że jedynymi, z którymi większość nas może się porównywać pod kątem jakości wyszkolenia są elewi na szkoleniu unitarnym.

Zresztą weźmy “na tapetę” chociażby przygotowanie fizyczne. Ilu z Was jest w stanie zdać testy sprawnościowe dla pododdziałów bojowych na 5? TabelaTUTAJ.

Za szkoleniem żołnierza, nawet o tak podstawowej specjalizacji jak ogólnowojskowy “zwierzak ze zmechu” stoją zasoby całego państwa. Cywil z własnej kieszeni musiałby zainwestować naprawdę gigantyczne środki w różnorakie szkolenia, żeby z czystym sumieniem móc powiedzieć, że jest lepiej wyszkolony niż “niejeden żołnierz”. Pomijam już fakt tego, że wielu ludzi głoszących takie twierdzenia z broni palnej strzelało co najwyżej na strzelnicy i na pewno nie robiło tego ani dynamicznie, ani zespołowo.

Jestem przekonany, że gdyby znakomitą większość ekip ASG dumnie głoszących tezy o swojej wyższości nad żołnierzami wręczyć do ręki prawdziwą broń oraz zapas bojowej amunicji, a następnie “na żywca” wrzucić ich do kill-house’a celem “posprzątania”, to dylemat o ich przewadze nad wojskiem zawodowym szybko rozwiązałby się w myśl stalinowskiego aksjomatu “nie ma człowieka - nie ma problemu”.

Tam przebieganie przed lufą kolegi, celowanie nad głowami innych i przypadkowe omiatanie lufą pleców kolegów (a to tylko niektóre “wtopy” widziane nagminnie podczas naszych spotkań) nie kończy się w najgorszym razie nużącą wycieczką do respa, a raczej emocjonującym spotkaniem z prokuratorem.

Dysonans poznawczy

Część z Was zapewne pomyśli sobie “no dobra, ale jakiś czas temu strzelaliśmy się z żołnierzami i dostali solidne baty. Czego to dowodzi?”. Ano dowodzi tego, że jesteście lepsi. Lepsi w ASG. Wojna to sport zespołowy, a nie rycerska walka w wyrównanych składach. Na jednego faceta “w linii” pracuje czterech, pięciu, a czasami i więcej ludzi na zapleczu. A kto stoi za Wami?

Walka rzadko kiedy polega na hasaniu po krzakach w odległości 50 metrów od przeciwnika. Poza tym większość osłon, z których korzystamy podczas gier nijak ma się do prawdziwego pola bitwy. Grając w airsoft możesz sobie siedzieć w gęstych krzakach czy ścianą z pustaków i śmiać się z przeciwnika, bo nie może się wstrzelić w Twoją pozycję. W realnej sytuacji skończyłbyś po minucie jako mięso mielone przygwożdżone ogniem karabinów, granatnika albo moździerzy.

Żołnierze nie trenują ganiania po lesie za partyzantami i potyczek, bo w większości wypadków nie ma to sensu. Oddział rozpoznania po prostu zerwie kontakt, oznaczy Was na mapie i po prostu sobie pójdzie, a “mokrą robotę” zostawi lotnictwu, artylerii czy komukolwiek kto jest akurat pod ręką. “Zmech” natomiast po Was przejedzie i nawet nie wysiądzie z pojazdów. Oczywiście sytuacja w mieście będzie już trochę inna, ale jeżeli ktoś liczy, że da mu to gigantyczną przewagę nad wojskiem to jest w błędzie.

Podsumowując, bo trochę się jednak rozpisałem, a miało być krótko.

Masz wiedzę? Znasz się na sprzęcie? Lubisz wojsko? Szkolisz się we własnym zakresie? To znaczy, że masz potencjał, ale nie znaczy jeszcze że jesteś lepiej wyszkolony niż żołnierz. Pójdź do wojska i jeżeli trafisz pod właściwe skrzydła to osiągniesz wiele.

Czy są w Polsce ludzie wyszkoleni lepiej niż wielu żołnierzy? Są, ale nie mówią o tym głośno, bo brzmi to arogancko i po prostu debilnie. ASG zostawili za sobą już dawno, albo traktują je jako relaksującą zabawę i uzupełnienie zainteresowań.

Skąd w ogóle wziął się ten mit lepszego wyszkolenia? Otóż sięga on czasów służby zasadniczej i wtedy faktycznie miał pewne przełożenie na rzeczywistość. Więcej na ten temat przeczytacie np. TUTAJ.

Ale to nie promyk nadziei - żyjemy już w całkiem innej rzeczywistości niż autor tamtego artykułu.

Autor: 
Felipe7
Źródło: 

wmasg.com

video: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama