Milionerka, która zalesia wsie, jedna po drugiej

Reklama

pt., 09/10/2021 - 11:12 -- MagdalenaL

Julia Davies ma misję przywrócenia pól brytyjskich do dawnego stanu. (Zdjęcie: Antonio Olmos/The Observer)

Julia Davies, prawniczka, która została aktywistką, pomaga grupom zajmującym się fauną i florą w kupowaniu ziemi – i w walce z kryzysem bioróżnorodności w Wielkiej Brytanii.

 

Julia Davies miała tylko jeden cel, kiedy kilka lat temu sprzedała swoje udziały w firmie Osprey Europe zajmującej się sprzętem górskim. Zdecydowała, że wyda swoje miliony cofając czas – zmieniając połacie brytyjskich pól uprawnych w dzicz. Przekonuje, że przyroda w Wielkiej Brytanii przeżywa kryzys i potrzebuje wszelkiej ochrony.

Kilka miesięcy temu pierwsze kroki w kierunku jej marzeń postawiono kupując 170 hektarów pól i łąk otaczających Court Farm w pobliżu Bere Regis w Dorset. Grunt kosztował prawie 4 miliony funtów, ale dzięki pożyczcie od Davies, Dorset Wildlife Trust mogło przejąć teren na własność i zaczęto tworzyć tam park przyrody.

Pastwiska, na których kiedyś pasło się fryzyjskie bydło, oraz pola pszenicy, kukurydzy i jęczmienia, które żywiły stada, teraz powrócą do swojego pierwotnego stanu. Nowe lasy posadzone zostaną na pastwiskach, dzikie zwierzęta i rośliny wrócą na pola, a sieć głębokich rowów, która od dziesięcioleci osuszają farmę, zostanie zasypana i zablokowana. Do krajobrazu powrócą tereny podmokłe – wraz z populacjami żab i traszek.

Inni nowi mieszkańcy również będą zachęcani do zamieszkania w Court Farm. Mogą to być zwierzęta takie, jak Trznadel zwyczajny; dostojka malinowiec i jaszczurka zwinka.

„Dzikie zwierzęta w tym kraju były zbyt długo spychane na margines” – powiedziała Davies. „Zajmujemy się uprawą zbyt intensywnie musimy dać dzikim zwierzętom i roślinom szansę na odzyskanie swoich domów”.

Co najważniejsze, plan przyjęty przez Davies może posłużyć jako szablon dla przyszłych projektów pomagających Wielkiej Brytanii w walce z narastającym kryzysem bioróżnorodności.

„Zamiast kupować własny kawałek ziemi, aby go ponownie zdziczać, postanowiłam pożyczyć pieniądze odpowiednim organizacjom zajmującym się ochroną przyrody, aby mogły przejąć kontrolę nad kawałkiem ziemi i zebrać pieniądze poprzez lokalne apele, finansowanie lub dotacje od lokalnych rad. Wtedy mogliby spłacić pożyczkę”.

Dodała, że rozumowanie było proste. Gdy grupa taka jak Dorset Wildlife Trust posiada kawałek ziemi, znacznie łatwiej jest jej zebrać fundusze na swoją pracę.

„Organizacja charytatywna nie może złożyć oferty na zakup ziemi, dopóki spełni wszystkich wymagań. Musi mieć zatwierdzenie funduszy i zatwierdzenie przez powiernika, ale często nie może uzyskać zatwierdzenia powiernika, ponieważ nie ma wystarczająco funduszy”. „Przez to nie mogą nic osiągnąć, więc postanowiłam znaleźć sposób, aby to rozwiązać. Pożyczam pieniądze, aby organizacja charytatywna mogła kupić ziemię, organizacje spłaca mi pożyczkę, a ja następnie używam tych pieniędzy do sfinansowania kolejnego projektu. W ten sposób mogę pomóc w ponownym zdziczeniu o wiele większej ilości ziemi za moje pieniądze”.

Obietnica pieniędzy od Daviesa wystarczyła, aby Dorset Wildlife Trust uzyskało fundusze od władz lokalnych, rady Dorset oraz Bournemouth Christchurch i Poole.

„Rady poparły nas, ponieważ Dorset – podobnie jak inne części Wielkiej Brytanii – boryka się z problemem spowodowanym nagromadzeniem nawozów chemicznych w wodzie odpływowej” – wyjaśnił Rob Farrington, który przejął zarządzanie projektem Court Farm.


Działacze charytatywni Brian Bleese, Julia Davies i Rob Farrington. (Zdjęcie: James Burland/ Dorset Wildlife Trust)

Pokosy brytyjskich pól uprawnych są regularnie spryskiwane nawozem. Opady deszczu i wody bogate w azotany i inne chemikalia spływają z pól i są odprowadzane, często przez zatopione rowy wykopane w celu osuszenia terenu. Niektóre rowy w Court Farm mają ponad 3 metry głębokości. Zanieczyszczona woda spływa następnie do strumieni, potem do rzek i wreszcie – w przypadku Court Farm – do portu Poole 15 mil na wschód.

„W połączeniu z odpływem z innych farm w całym hrabstwie przyczynia się to do poważnych problemów” – dodał Farrington. „Azotany wywołały zakwity glonów w porcie Poole, które teraz powodują poważne szkody ekologiczne wzdłuż kilkudziesięciu kilometrów wybrzeża w tamtejszej zatoce”.

W rezultacie obie rady przekazały ponad 3 miliony funtów, aby zapewnić zatrzymanie odpływu azotanów z Court Farm, co pomogłoby złagodzić ekologiczne problemy w porcie Poole. Pieniądze te – plus pieniądze zebrane – zostały następnie wykorzystane na opłacenie Court Farm i dały Davies swobodę na rozpoczęcie współpracy z inną grupą ochrony przyrody w celu ponownego zagospodarowania kolejnego skrawka lokalnych gruntów rolnych, proces, który zamierza kontynuować w następnych latach.

„Kluczowe jest to, że nie osiągnęlibyśmy tego bez obietnicy pieniędzy Julii” – dodał Farrington.

To podwójny impuls dla ekologii. Zanieczyszczenie rzek jest zmniejszane, a siedliska dzikiej przyrody są przywracane, na co zwrócił uwagę Briana Bleese, dyrektora naczelnego Dorset Wildlife Trust. „Przyroda w Wielkiej Brytanii była zbyt długo spychana na margines. Ponad 70% ziemi w Wielkiej Brytanii jest obecnie przeznaczone na rolnictwo, co oznacza, że większość dzikich zwierząt musiała zamieszkać w miastach. W całym kraju mamy jasnozielone pastwiska, na których niewiele się dzieje. Musimy to zmienić i sprowadzić zwierzęta z powrotem do dziczy”.

W przypadku Court Farm jego gęsta roślinność dębu, bzu, tarniny, głogu, jesionu, derenia, klonu polnego i innych roślin w miastach przecina teren. Podszyt zapewnia schronienie ssakom, takim jak orzesznica leszczynowa czy pająki, w tym groźnie wyglądający tygrzyk paskowany. W miarę rozprzestrzeniania się dzikiej roślinności istnieje nadzieja, że te zwierzęta powoli wkroczą i zaznajomią się z odrodzonym krajobrazem.


Projekt ma na celu zapewnienie nowych siedlisk orzesznicom i innym gatunkom. (Zdjęcie: Imagebroker/Alamy)

Powstające tereny podmokłe powinny również stanowić dom dla trzciny i przyciągać ważki i płazy takie, jak traszka grzebieniasta. „Wszystkie gatunki, które wołają o swoje miejsce do życia na pewno uznają to miejsce za atrakcyjne” powiedział Farrington. „I oczywiście tereny podmokłe bardzo dobrze zatrzymują gazy cieplarniane i mają doskonały ślad węglowy”.

Jednak zespół ds. dzikiej przyrody podkreśla, że nie chcą pomagać tylko konkretnym gatunkom.

„To nie jest typowy program ochrony, w którym bierzesz cenną, małą pozostałość siedliska – taką jak brzeg strumienia lub kawałek wrzosowiska – i ciężko pracujesz, aby zachować go takim, jakim jest dzisiaj, aby uratować określone, zagrożone zwierzę, które nadal tam mieszka”, powiedział Farrington. „Po prostu usuwamy wymagający w utrzymaniu aspekt nowoczesnego rolnictwa i czekamy na zaskoczenie tym, co zrobi natura. W tym sensie jest to eksperyment nie tylko w zakresie finansowania, ale także ochrony”.

Co ciekawe, jedno z pierwszych zadań związanych z przygotowaniem tych nowych siedlisk zostanie powierzone świniom. „Są idealne do karczowania ziemi, rozbijania powierzchni – a to pozwoli dzikim roślinom przejąć pola, które były ściśle uprawiane przez ostatnie dziesięciolecia” – powiedział Farrington. „Więc zamierzamy pożyczyć kilka świń z lokalnej farmy, aby rozpocząć całą akcję”.

Odtworzenie dzikich siedlisk w tym małym zakątku zajmie lata, ale Bleese, Davies i Farrington są przekonani, że mogą stworzyć zasoby, które nie tylko pomogą dzikiej faunie, ale także pomogą lokalnej społeczności. „Nie jest tak, że ludzie mieszkający w kraju mają otwarty dostęp do ziemi” – powiedział Bleese. „Często są odcięci od dużych posiadłości i gospodarstw otaczających ich domy. Zostali też odcięci od wsi”.

W związku z tym planuje się zwiększenie publicznego dostępu i wykorzystanie budynków gospodarczych w parku przyrody oraz otwartych przestrzeni na wydarzenia społeczne, a także tworzenie lokalnych miejsc pracy. Miejsce będzie również nadal odgrywało rolę w produkcji żywności: z mięso z wolnego wypasu zwierząt i zapewnienie działek.

„Kluczową częścią projektu jest ustalenie, co lokalne społeczności chcą, abyśmy zrobili z ziemią, która jest ponownie zdziczeje” – dodał Davies. „Najważniejsze jest to, że zaczęliśmy i miejmy nadzieję, że zapewni to motywację dla większej liczby podobnych projektów, które mogą pomóc w ratowaniu przyrody w Wielkiej Brytanii”.

Autor: 
Robin McKie Tłumaczenie: Weronika Florko
Polub Plportal.pl:

Reklama