Marzenie o samowystarczalności

Reklama

pt., 04/30/2021 - 09:01 -- MagdalenaL

Zdjęcie: Jed Owen / Pixabay

Kto chciałby samodzielnie produkować dla siebie większość produktów spożywczych, potrzebuje wiele czasu i zaangażowania. Co należy mieć na uwadze - i gdzie są granice samowystarczalności?

Marzenie, które w czasie pandemii pojawia się w głowach coraz większej liczby ludzi - być niezależnym od supermarketów i łańcuchów dostaw, zaopatrywać się samemu we wszystko, co może dostarczyć ziemia, a może nawet obora. Myśl o obserwowaniu rozwijającego się wysiewu i dojrzewających owoców ma w sobie coś romantycznego. Pobudza w nas także ambicje do do-it-yourself.

Jednak wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, co wiąże się z hodowaniem własnej żywności na większą skalę. Jeśli ktoś myśli, że obok pracy w biurze powyrywa dla relaksu trochę chwastów i raz na jakiś czas podleje w letni wieczór buraki, szybko zderzy się z rzeczywistością pełną plag ślimaków, niedoborów minerałów i chorób korzeni. Osoby samowystarczalne potrzebują wysokiej tolerancji na frustrację i - o ile projekt ma być zrównoważony - dużej cierpliwości. A jeśli ma już potrzebne cechy, musi jeszcze pogodzić się z tym, że produkcja pożywienia we własnym zakresie jest możliwa tylko do pewnego momentu.

Do tej pory nie przeprowadzono jeszcze badań odnośnie najlepszego sposobu na samodzielne uprawianie własnego pożywienia. Jednak dużo wiedzy można zdobyć od osób, które już tego próbowały. Żeby ostrzec całkiem początkujących przed typowymi błędami, wielu hobbystycznych ogrodników i osób samowystarczalnych opisuje swoje doświadczenia na blogach, kanałach na platformie YouTube i w książkach.

Najlepiej zacząć od małych kroków

Jedną z takich osób jest Wolf-Dieter Storl. Antropolog kultury i etnobotanik zajmuje się między innymi rolnictwem ekologicznym, a ze swojego gospodarstwa w odludnej okolicy miasta Allgäu w Niemczech sam od wielu lat zaopatruje w dużym stopniu swoją czteroosobową rodzinę. Swoimi spostrzeżeniami i wskazówkami Storl dzieli się na swoim kanale na YouTube i w swojej książce. Jego najważniejsza rada: zaczynać od jak najmniejszych kroków. „Ludzie za bardzo się obciążają, bo mają duże wyobrażenia co do tego, co powinno być możliwe we własnym ogrodzie”, mówi Storl. To prowadzi przede wszystkim do rozczarowań. Zamiast tego ogród powinien w najlepszym wypadku wzrastać razem z doświadczeniem i umiejętnościami hodowcy. Bo w gruncie rzeczy - co do tego Storl jest pewien - każdy może dbać o ogród i uprawiać własną żywność. Trzeba tylko tego chcieć i być gotowym na wiele trudności.

Największą sojuszniczką w walce o bogate plony jest ziemia. Im jest bogatsza w składniki odżywcze, tym lepiej rosną i tym większe plony przynoszą rośliny. Bardziej ubogą glebę można przemienić w żyzne podłoże wykorzystując czarnoziemy i nawóz - najlepiej od własnych królików i kur. Jeśli ma się wystarczająco dużo miejsca, należy także regularnie zostawiać w swoim ogrodzie wolne połacie, w których natura będzie mogła swobodnie się rozwijać. „Na przykład można śmiało pozwolić rosnąć pasowi pokrzyw. Są świetnym pożywieniem dla motyli”, wyjaśnia Storl. Także małe oczko wodne z kilkoma żabami przyczynia się do ekologicznej równowagi w ogrodzie. Jest to świetny sposób na to, żeby szkodniki i choroby nie zdominowały ogrodu.

Jeśli ktoś chce, na tyle na ile to możliwe, samodzielnie się zaopatrywać, potrzebuje przede wszystkim planu: co sadzić gdzie, kiedy i w jakiej ilości? W Internecie znajdziemy pod dostatkiem poradników, tabel i roślinnych planerów na ten temat. Można też wykorzystać zimowe miesiące, żeby przygotować swój własny plan. Jeśli uprawa ma się rozciągać na dłuższy czas, rozsądnie jest uprawiać np. sałatę lub marchew etapami.

Dobrze jest przy tym zajmować się kulturami mieszanymi. Wpływa to wyraźnie pozytywnie na powodzenie uprawy. Rośliny, mimo różnych potrzeb jeśli chodzi o zapotrzebowanie na substancje odżywcze i wodę, mogą wspierać się wzajemnie podczas wzrostu. Wykorzystywane są wtedy nie tylko poszczególne zasoby gleby, a jej całe bogactwo. Korzenie roślin sięgają różnych głębokości, więc nie wchodzą sobie w paradę. Odpowiednie różnice korzeni i zapachów mogą za to zapobiegać szkodnikom i chorobom, z czego korzystają także roślinni partnerzy. Najlepiej dogadują się np. truskawki z porem, pomidory i pietruszka, fasola z kukurydzą czy ziemniaki z chrzanem. Mniej harmonijnym zestawieniem jest sąsiedztwo ziemniaków i pomidorów oraz marchwi i buraków.

Jak dużo należy uprawiać?

Łatwo można obliczyć, jak duże jest roczne zapotrzebowanie rodziny w mięso i warzywa. Najłatwiejszym na to sposobem jest zachowywanie przez kilka miesięcy paragonów z supermarketu i notowanie, co i w jakiej ilości się kupowało i wykorzystywało. „Czego nie da się obliczyć to to, jak dobry będzie dany rok uprawy”, mówi Storl. „Nie zależy to wyłącznie od pogody. Każdy hobbystyczny ogrodnik chociaż raz stwierdził, że w danym roku określone rośliny rosły wyjątkowo dobrze, w kolejnym za to inne. Trudno dokładnie stwierdzić, od czego to zależy.

Samodzielne zaopatrywanie się w żywność jest możliwe tylko z kapitałem czasu i wysiłku. I nawet wtedy wystarczy to tylko częściowo, mówi Judit Pfenning. Ekspertka uprawy warzyw z Instytutu Nauk o Roślinach Uprawnych Uniwersytetu w Hohenheim od wielu lat doświadcza, w jak wielki podziw wpadają jej studenci, kiedy po raz pierwszy udaje im się wyhodować papryczki chili albo słodkie ziemniaki na balkonach ich studenckich mieszkań. Social Gardening, Urban Gardening, Urban Agriculture, Vertical Farming - Judit Pfenning widziała w ciągu ostatnich dekad wiele przyjmowanych i porzucanych form ogrodnictwa. „Wiele już próbowano i wiele będzie się próbować. Własne projekty są z pewnością interesujące. Jednak nie jesteśmy w stanie żyć z samej bazylii i sałaty”, wyjaśnia badaczka.

Więcej szacunku dla żywności

To, że wiele hobbystycznych ogrodników wydziela własne kompostowniki, zbiera ślimaki z małych roślinek, a w środku lata codziennie taszczy tuziny konewek, żeby móc na koniec podawać ziemniaki, paprykę i ogórki z własnej uprawy, w dalszym ciągu powoduje u Judit Pfenning dużo radości. Przede wszystkim dzieci korzystają z obserwowania, jak pracochłonne jest wytwarzanie pożywienia. We własnym ogrodzie nie przejmujemy się tym, że na koniec pomidor nie wygląda idealnie. W przypadku warzyw i owoców w supermarkecie wygląda to inaczej -  tu mamy zupełnie inne oczekiwania. Skutkuje to tym, że każdego roku miliony ton warzyw lądują w śmieciach, bo nie odpowiadają naszym wymaganiom podczas zakupów. „Jeśli samodzielne działanie prowadzi do tego, że nasz szacunek do żywności przynajmniej trochę wzrasta, jest w tym już coś dobrego”, mówi Pfenning.

Szacunek, który okazujemy owocom i warzywom z własnej uprawy, powstaje nie tylko ze względu na cenę (nasiona warzyw są droższe), ale przede wszystkim przez czas, który trzeba poświęcić roślinom. Kto ma pecha i nie ma dobrej ziemi, musi wykorzystać wyraźnie więcej energii, żeby zebrać bogate plony. „Jeśli roślina jest wystarczająco zaopatrzona w wodę i substancje odżywcze, nie musi głęboko się zakorzeniać. Ziemia jest wtedy tak naprawdę kwestią drugorzędną”, wyjaśnia Pfenning. Do tego punktu trzeba jednak dojść samodzielnie. Nawóz, zwłaszcza ze sklepu budowlanego, może z kolei szybko doprowadzić do przenawożenia - a to do zanieczyszczenia wód gruntowych.

Pfenning radzi również, żeby nie brać na siebie zbyt wiele przy domowej uprawie żywności. Kilka pomidorów koktajlowych może mieć każdy, nieważne czy na balkonie czy na działce. Rzodkiewka i sałata również są łatwe w uprawie. Jeśli ktoś ma dużo cierpliwości, może obserwować powolny rozwój papryki i papryczek chili. „A zamiast ciągłego gadania o zazielenianiu dachu, kilka ziemniaków w ogródku przed domem byłoby świetną alternatywą dla betonu i kamieni”.

Kompletne odcięcie się od systemu jest niemożliwe

„Samowystarczalność stała się co prawda bardzo popularnym słowem, jednak nie ma za wiele wspólnego z rzeczywistością”, mówi Ralf Roesberger, który prowadzi kanał o samowystarczalności „Selbstversorgerkanal” na platformie YouTube oraz blog w tej tematyce. „Kiedy odliczy się wszystko to, czego nie można samodzielnie wyprodukować - a więc zboża, produkty mleczne, oleje i tłuszcze, a także cukier - to nie zostaje nam zbyt wiele. Samowystarczalność to iluzja”. Nasi przodkowie, którzy od wczesnego poranka do późnego wieczora dbali o gospodarstwo rolne i zwierzęta hodowlane, byli dużo bliżsi idei samowystarczalności, niż my kiedykolwiek będziemy.

Ralf Roesberger podjął próbę. Na powierzchni 200 na 2000 metrów, które miał do dyspozycji, uprawiał pszenice i żyto. Godzinami skakał wokół kłosów - tylko po to, żeby na koniec otrzymać kilka ziaren. „A te i tak były dotknięte grzybem”, wspomina Roesberger. W stosunku kosztów i korzyści samodzielna uprawa zbóż albo trzymanie krów na własny użytek kompletnie się nie opłaca.

Dlatego Roesberg zadał sobie pytanie, czy nie ma innych sposobów wyprodukowania odpowiedniej ilości kalorii dla swojej czteroosobowej rodziny. W tym celu kładł każdą rzodkiew i każdego ziemniaka na wadze i dokładnie liczył ich wartość kaloryczną. Teoretycznie - według jego konkluzji - samodzielne zaopatrywanie się w żywność jest możliwe. Jednak dieta składałaby się wtedy głównie z miodu, jaj i warzyw. „Moglibyśmy sobie z tym poradzić i nie musielibyśmy wcale głodować. Ale problemem byłby już nawet prosty dressing do sałatki. Bo by go nie było”.

Kiedy Roesberger zdobywał w miejscowym urzędzie pierwsze informacje na temat hodowli świń, pytany urzędnik bardzo szybko postawił sprawę jasno. U Roesbergera w Rommerskirchen nigdy nie będzie żyła ani jedna świnia. Przeszkód prawnych jest bardzo dużo, mówi Roesberger. Z kurami się jednak udało. Dzięki temu bloger zbliżył się nieco do swojego celu – samodzielnego zaopatrywania siebie i swojej rodziny w tak wiele rzeczy, jak to tylko możliwe – bez roszczeń do całkowitej samowystarczalności. O tym, jakie może to przynieść sukcesy, Roesberger opowiada także w swojej książce „Selbstversorgung: Was wirklich im eigenen Garten möglich ist” („Samowystarczalność: Co jest możliwe we własnym ogrodzie”). Lektura przyda się przede wszystkim osobom, które chcą być ze sobą szczere - biorąc pod uwagę swoją pracę, czas, który by im pozostał na projekt samowystarczalności, jak i swoje zobowiązania.

Całkowite odłączenie się od systemu i samodzielne zaopatrywanie się jest, według Roesbergera, niemożliwe. Nie jest też konieczne. „Jeśli każdy robi tyle, ile może, pomaga to nam wszystkim. Każdy pomidor, który nie przychodzi do nas z Holandii i na którego transport nie są wykorzystane zasoby, to nasz mały wkład”. I radzi, żeby po prostu zacząć działać zamiast długo gonić za nierealistycznymi pomysłami. Przekopanie kilku metrów kwadratowych w ogródku, posadzenie jabłoni, opiekowanie się pszczołami – „Każde zużycie energii, każdy pestycyd, każdy przejazd transportowy, który zaoszczędzimy przy produkcji żywności, służy ogółowi. W efekcie końcowym to masowość ma swój wkład w ekologię”.

Autor: 
Claudia Füßler, tłum. Joanna Niemczyk
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama