Pluszaki, książki i 10 butelek wina, aby okrążyć ziemię na żaglówce

Reklama

śr., 12/08/2021 - 00:46 -- MagdalenaL

Jean-Luc Van den Heede, 73 lata, stał się najstarszym sternikiem, który samotnie opłynął ziemię bez urządzeń GPS ani pilota automatycznego. Ten emerytowany nauczyciel matematyki już jest legendą żeglarstwa oceanicznego.

Mgła zaledwie pozwalała dostrzec dziób Matmuta, łódzi na której 73-letni Jean-Luc den Heede wracał do małego miasteczka Les Sables d’Olonne na wybrzeżu Francji, po siedmiu miesiącach regat, gdzie żeglarze są witani jak bohaterowie. 29 stycznia, na pokładzie Rustlera 36, solidnego jachtu o długości 11 metrów, przekroczył linię mety Golden Globe Race – regata, który upamiętnia pięćdziesiątą rocznicę pierwszego samotnego okrążenia świata na jachcie, bez postojów ani pomocy.

„Możliwość poznania żeglarstwa sprzed pół wieku zainteresowała mnie tymi regatami”, podkreśla Ven den Heede, który ukończył szósty rejs dookoła świata. Podczas próby używał sekstantu do uzyskania swojej pozycji na morzu i wyznaczania kierunku. Bez urządzeń GPS, autopilota, ani żadnych urządzeń elektronicznych których mógłby użyć, niezbędnych w dzisiejszym żeglarstwie. Swoim zwycięstwem były nauczyciel matematyki stał się legendą żeglarstwa oceanicznego i najstarszym sternikiem, który wygrał samotny wyścig dookoła świata.

Van den Heede zaczął żeglować mając 17 lat, inspirowany historiami legendarnych żeglarzy, takich jak Slocum, Moitessier, Gerbault, Bardiaux, Tabarly, czy Vito Dumas. W tym samym wieku, jego rodzice podarowali mu kurs w prestiżowej szkole żeglarstwa Glénans, w Concarneau (Francja). „Na moich pierwszych zajęciach udało mi się tylko wywrócić łódź”, opowiada ze śmiechem. W roku 1967 kupił swój pierwszy jacht, Gide. W sumie, był właścicielem 18 jednostek, nazwanych na cześć Eugene, jednego ze swoich najlepszych przyjaciół.

VDH, dla przyjaciół, jest wyśmienitym żeglarzem prowadzonym przez tajemniczą siłę wewnętrzną. Bretończyk mający 1,90 metrów i ważący prawie 100 kilogramów, o szerokich barkach i dużych dłoniach oraz lekko utykający, co sprawia że chodzi kołysząc się od bakburty do sterburty. Zawsze jest w dobrym humorze, na co wskazuje zaraźliwy uśmiech, który pojawia się w najmniej spodziewanym momencie podczas wywiadu dla El País Semanal przed tym jak odbierze nagrodę na Festiwalu żeglarskim w Bilbao.

Van den Heede, urodził się 8 czerwca 1945 roku w mieście Amiens (na północy Francji), z dala od morza. Do 12 roku życia dorastał z dziadkami/mieszkał u dziadków. Jako dziecko miał dwie pasje, pociągi i łódki. Zbudował łódź z masztem z kija od szczotki i starego prześcieradła jako jedynego żagla. Spędził wówczas wiele godzin w tylnym ogródku, wyobrażając sobie, że żegluje po oceanach. „Na szczęście, łódź nie wyszła poza teren tamtego ogrodu. Nie sądzę, że mogłaby unosić się na wodzie”, wspomina z uśmiechem na twarzy.

Zanim stał się znaczącym żeglarzem, pracował w Lorient jako nauczyciel w wielu placówkach oświatowych. Przyznaje, że w szkole średniej, „prowadzenie tych samych zajęć matematyki cztery razy dziennie” nie było tym, co lubił najbardziej. W roku 1989 rzucił pracę i stał się profesjonalnym żeglarzem na pełen etat.

Ten doświadczony sternik ma na swoim koncie niesamowite osiągnięcia: dziesiątki razy opłynął przylądek Horn, usytuowany na Ziemii Ognistej na południu Chile. Od roku 2004 należy do niego rekord opłynięcia świata „na odwrót” (ze wschodu na zachód), walcząc z silnymi wiatrami i prądami morskimi.

Jak każdego żeglarza, pociąga go morze, ale pozostaje też zakotwiczony na stałym lądzie: przywiązany do swojej obecnej towarzyszki Odile, również nauczycielki matematyki; do dwójki dzieci – Erica i Elisabeth oraz pięciu wnuków. Był instruktorem żeglarstwa, a w ostatnich latach organizował regaty, seminaria i prowadził wykłady o swoich doświadczeniach jako samotny żeglarz oraz w załodze: duchu grupy, motywacji i przywództwie.

Na pokładzie Matmuta, którego nazwa pochodzi od firmy ubezpieczeniowej, która jest jego sponsorem (jego łódź nazywa się Mojito), wiekowy sternik wziął ze sobą małe Pluszaki. Jednego z nich podarowali mu synowie, i opłynął z nim ziemię sześciokrotnie; kolejny jest prezentem od wnuków, a trzeci należy do Sitran – centrum chorób neurodegeneratywnych.

Jack London i Herman Hesse, dwoje z jego ulubionych autorów, również odbyli z nim podróż. Na jacht wziął 20 butelek wina, każda po 3 litry co wystarczy na jeden kieliszek dziennie: „Kiedy żegluję jestem szczęśliwy. Długim rejsem należy się cieszyć”, mówi.

Dla VDH, przygotowanie psychologiczne jest nawet ważniejsze niż to fizyczne: „Trzeba być dobrze przygotowanym do zniesienia takiego czasu w samotności na morzu”. Podczas regat, mógł rozmawiać tylko ze swoją towarzyszką życia, na początku listopada po tym jak wywrócił łódź na Oceanie Spokojnym.

Pod koniec stycznia, po 211 dniach, 23 godzinach i 12 minutach bez zejścia na ląd, przeciął linię mety. Sir Robin Knox-Johnston, zwycięzca Sunday Times Golden Globe Race w latach 1968-1969, przybył aby go powitać. Tej samej nocy, razem z zespołem rockowym Globalement Vôtre poszedł świętować swoje pierwsze zwycięstwo w samotnym wyścigu dookoła świata.

Na pytanie czy wypłynie po raz siódmy, stanowczo odpowiada: „Nie zrobię tego po raz kolejny, jestem bardzo stary”. „Nieważne jak bardzo lubię wyzwania i bycie na morzu, samotność mnie przytłacza”. Na stoliku Matmuta został zardzewiały budzik, barometr i zapisane karty oraz notes pełen obliczeń astronomicznych. Jednakże, wraz ze swoim starym jachtem, który nadal pachnie wilgocią przypominającą pierwsze rejsy, Van den Heede będzie robił to co dotychczas – żeglował.

Autor: 
Miguel Á. Arias / tłum. Julia Śliwak
Polub Plportal.pl:

Reklama